Forza Horizon

Forza Horizon
Rok premiery: 2012
Platforma: XBOX 360

To nie była łatwa decyzja. Sezon ogórkowy już dawno za nami, co oznacza, że branża wręcz nas zalewa nowymi tytułami. Na półkach sklepowych zalegają…., chociaż nie!, to złe słowo, idą jak świeże bułeczki Forza Horizon i Need For Speed Most Wanted. Osobiście wybrałem tę pierwszą, choć ciężko powiedzieć, aby konkurencja była daleko w tyle. Suma summarum, to exclusive na X360 trafił do czytnika i tak znalazłem się w słonecznym Colorado. Już w pierwszych sekundach, trzeba wziąć wdział w wyścigu o przepustkę, na festiwal. Jest on jednak swego rodzaju treningiem, aby zapoznać się z prowadzeniem samochodu. Na początku oczywiście rutynowo: powoli, mozolnie i ślisko, ale po paru wyścigach, za zgromadzone fundusze do wybrania i kupienia jest mnóstwo pięknych, egzotycznych aut. Potem zwiększamy ich osiągi i ulepszamy wizualnie, co czyni z jazdy czystą finezję. Dużo elementów tuningu zostało żywcem ściągniętych Motorsport 4, ale myślę, że można przymknąć na to oko. Skoro mamy już czym jeździć, czas zorientować się gdzie i jak. Ponieważ zabawa polega na pięciu się, po szczeblach sławy i zdobywaniu przez to specjalnych punktów, główne wyścigi, to te festiwalowe. Ranga kierowcy określana jest na podstawie koloru opaski, którą posiada. Celem jest zdobycie tej najważniejszej, złotej i wyścig z trzykrotnym mistrzem, Dariusem Flintem. Dla urozmaicenia i przedłużenia czasu gry, są rywalizacje z samolotem, tak, dobrze czytacie, z samolotem, helikopterem, czy balonem. Wygrana w takich wyzwaniach oznacza nowy samochód i kredyty. Trzeci typ, to wyścigi uliczne, które najbardziej się opłacają, bo przynoszą największe dochody. Na nie, wpływa także, poziom trudności. Im ciężej, tym więcej, co jest miłą i uczciwą propozycją. Model jazdy, cała mechanika, jest bardzo przyjemna, szczególnie w podrasowanym wozie. Różnice w prowadzeniu widać, gdy zboczymy z asfaltu na piaszczystą drogę, szybkim, nisko zawieszonym autem. Pozytywnych wrażeń mi to nie dostarczało, ale ok, przynajmniej nie ma monotonnej twardej nawierzchni. Co innego cykl dnia i nocy. Połowa mojej prośby, jak widać, została wysłuchana, teraz jeszcze czekam na zmienną pogodę. Jazda po zachodzie słońca jest klimatyczna, co świetnie prezentują uliczne wyścigi, a kulminacją, jest widok  festiwalu rozświetlonego fajerwerkami, wręcz tętniącego życiem. To właśnie tam kupujemy i ulepszamy wozy, odbieramy kolejne opaski i korzystamy z usług sieciowych. Ciekawy i praktyczny pomysł, tym bardziej, że impreza jest w centrum mapy, na której wybieramy konkurencje. Do woli można lansować się furą, gdyż świat jest otwarty i pozwala na eksploatacje każdego zakamarka. A to się opłaca, bo do odnalezienia jest 9 zapomnianych zabytków motoryzacji. Również wzdłuż dróg, poustawiane są reklamy (takie czerwone kropy na mapie), a za ich zniszczenie są przyznawane rabaty. Ich liczba to sto, czyli 100% promocji do uzyskania. To taki ukłon w stronę sprzeciwu, wobec reklam w grze – a przynajmniej takie jest moje zdanie, niemniej jednak, oryginalny pomysł i zasługuje na uznanie. Rzecz, która wydała mi się śmieszna to… JA. A dokładniej mój awatar, który przez te kilkadziesiąt godzin nie powiedział ani słowa. Tu twórcy powinni coś wymyślić, bo to naprawdę głupio wygląda. To także jest do przełknięcia, bo napisy a nawet dubbing, są w naszym ojczystym języku. Bardzo pozytywne zaskoczenie wywołała w mnie muzyka. Są trzy stacje radiowe z różnego rodzaju piosenkami, ale to i tak pikuś w porównaniu z tym, że są one licencjonowane i remixowane! Przyczepie się jednak do tego, na co miałem wielką nadzieję a okazało się klapą, tzn. zniszczenia otoczenia. Moja maska przedarła się tylko przez 2 płotki i kilka reklam. Nie ma mowy o łamaniu lamp lub drzew. Szkoda, ale nie oszukujmy się, staruszek Xbox ma już 7 lat, a i tak wykrzesano z niego piękną grafikę i efekty oraz malownicze krajobrazy. Widać, że Microsoft oraz chłopaki z Turn 10 mają łeb na karku, bo stworzyli produkcje, która oprócz Most Wanteda, niszczy konkurencję, a na dodatek posiada tę magię, która zachęca grającego do jeszcze jednego wyścigu i jeszcze jednej minuty, którą wręcz pragnie się spędzić na festynie w Colorado. Nie zapomniany klimat dla fanów wyścigówek i tych, którzy chcą oderwać się od nudnej rzeczywistości w miejskich korkach.

Karol Malec

Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>