Mass Effect 3

Mass Effect 3
Platforma: XBOX 360
Rok Premiery: 2012

Jak wiadomo, to jedna z najgłośniejszych premier ubiegłego roku. Zapewne zastanawiające jest, dlaczego akurat teraz zdecydowałem się napisać recenzje, skoro kupiłem grę w dniu premiery? Odpowiedź jest prosta: nie wiedziałem, że gry video na dobre zagoszczą w mojej świadomości jako pasja, na którą poświęcam każdą wolną chwilę. Dziś jestem już bardziej doświadczony i mając pewien zasób wiedzy, postanowiłem zostawić ostatnią część trylogii na koniec, aby móc w pełni świadomie i umiejętnie oddać jej aspekty, które to nakłoniły miliony osób do zwiedzania wszechświata.Za ową produkcje odpowiada studio BioWare, odpowiedzialne także za część poprzednią. Chyba nie trzeba wspominać o sławie komandora Sheparda i wpływem na zdarzenia, jakie były możliwe w poprzednich odsłonach. Tak więc i tym razem na barki producentów spadła ciężka odpowiedzialność, zakończenia galaktycznych przygód, jak to mówią: „z przytupem”.

A było to tak

Tradycje należy podtrzymywać, toteż w nasze ręce oddano wpływ na kluczowe decyzje, podejmowane w fabule. Można jednak wybrać wiele sposobów zaliczenia wątku głównego, niekoniecznie angażując się w 100%. Na samym początku rozgrywki, mamy możliwość, czy nacisk zostanie położony na akcję czy na fabułę. Wpłynie to znacząco na poziom trudności (który to możemy zmieniać w każdej chwili gry) oraz, oczywiście na zaangażowanie gracza. Uwzględniono również płeć piękną, którą to postanowiłem sprawdzić, drugi raz przechodząc cała grę i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nie ustępuje w niczym panu Shepardowi. Różnica polega tylko na wyglądzie i ewentualnych rozmowach, gdzie co poniektóre słowa odmienione są przez przypadki. Rażące jest tylko zwracanie się do kobiety Shepard, no bo trochę nie pasi. Niemniej jednak, jest to miły ukłon w stronę pań. Kolejny plus należy się za bardzo dobre zlokalizowanie – napisy dają radę, a osoby anglojęzyczne mogą pokusić się o możliwości sensora Kinect i związane z nim komendy głosowe – fajny bajer, ale szkoda, że nie po polsku. Gdy już wybierzemy wszystkie klasy, opcje itp. przechodzimy do dania głównego. Inwazja. Komandor Shepard bierze udział w rozprawie za czyny, których dopuścił się by odbić doktor Kenson z rąk Batarian. Niestety miła pogawędka zostaje przerwana, gdyż źli Żniwiarze postanowili zrobić na ziemi małe porządki. Na naszych oczach widać jaki kataklizm i zniszczenie szerzy się od momentu gdy się pojawili. Sielanka zamienia się w istne piekło, a na każdym kroku widać szerzącą się liczbę ofiar. Cudem udaje się nam przedostać na statek Normandia, w którym to zaczynamy zwiedzanie galaktyki w poszukiwaniu sojuszników do walki z najeźdźcą. Niestety po niedługim czasie, okazuje się, że nie tylko Żniwiarze są naszymi wrogami, ale także niejaki Człowiek Iluzja. Droga do zwycięstwa nie jest usłana różami i wymaga bardzo wielu poświęceń oraz co za tym idzie, wielu ludzkich (i nie tylko) istnień.

Piękne i Niezniszczalne

Jak walczyć, to nie byle gdzie, bo do dyspozycji są całe gromady gwiazd, słońc, dróg mlecznych. Twórcy mogli spokojnie popuścić wodzę fantazji, tworząc unikalne, futurystycznie miejscówki. Każda planeta posiada charakterystyczny wygląd i nie muszą to być wcale aglomeracje miejskie, bo zdarzają się także obszary podobne do współczesnej powierzchni Marsa (tam również ma miejsce jedna z misji). Największe wrażenie robią na mnie ogromne budowle lub kosmiczne przestrzenie – taka słabość do dużych rzeczy, których tu znalazłem pod dostatkiem. Oryginalnie i wręcz realistycznie, wyglądają minimalnie ruchome animacje, podczas ładowania poziomów/misji. Otoczenie dość bogato przystrojono w szczegóły, choć nie należy spodziewać się oczopląsu i przepychu jak za czasów epoki Baroku. Jesteśmy w dalekiej przyszłości, wszelka elektronika na dobre zadomowiła się we wszystkich placówkach i laboratoriach. Dominuje nowoczesność, więc większość obiektów jest prosta w swoich kształtach i wyglądzie. Tereny działań są w sam raz, nie za duże, nie za małe, ciężko jest się zgubić bo przez cały czas jesteśmy prowadzeni za rączkę np. jedynymi dostępnymi drzwiami. Dla mojej osoby nie ma to znaczenia, a wręcz jak najbardziej jestem tego zwolennikiem (przynajmniej przez pryzmat tej danej serii). Rażące jest całkowicie olanie zniszczeń środowiska. Może i wszystko jest ładne i miłe dla oka, no ale nie powinno być tylko na pokaz. Myślę, że to znaczące zaniedbanie. Nie wiem czym spowodowane, ale wiem, że sypiące się chociażby osłony, dodały by znacząco pikanterii wszystkim starciom. Może i było by trudniej ale i o wiele ciekawiej. Tak jak nie zapomnie nigdy ogromnych, galaktycznych flot, tak i nie zapomnie niezniszczalnego Mass Effect.

Take Cover

Zależnie od poziomu trudności, trzeba umiejętnie lawirować między osłonami. Jest to dość łatwe i intuicyjne, bardzo podobne do tego z Gears of War. Znajdując owe schronienie, można oddać się miodnej eksterminacji mięsa armatniego Żniwiarzy, jak i ludzi Cyberusa. Ci pierwsi są dość zróżnicowani. Najłatwiejsi to zombie (cybernetyczne) a najtwardsze w swoim własnym rankingu, są dla mnie Banshee. Łatwo nie jest, tym bardziej, że nikt nie mówił, że będzie łatwo, w szczególności ze zróżnicowanymi przeciwnikami. Człowiek iluzja ma w zanadrzu gości w skafandrach (w sensie zbrojach), którzy dla wywołania większej rozróby lubią używać Atlasa (nie, nie betonu) tj. robot z działkiem i wyrzutnią rakiet. Najlepsze, że delikwenta który siedzi w środku możemy zlikwidować i na własną rękę przejąć kontrolę nad maszyną. Rzeź gwarantowana. Pozostaje jeszcze wspomnieć o Kai Lengu, notorycznie uprzykrzającym nam życie, a pracującym dla Człowieka Iluzji. Do walki z wymienionymi wrogami, użyjemy  kilku rodzajów broni. Są to pistolety, karabiny, snajperki i coś na kształt shotgunów . Każdą dodatkowo modyfikujemy, zwiększając pochłaniacze ciepła (amunicje) albo ulepszając celownik. Wszystkie części do tego potrzebne, porozrzucano po poziomach, tak więc zbieracze mają co robić. Jeśli by się nie udało, można odwiedzić sklep, na naszej Normandii. Dostępna jest też modyfikacja pancerza, jak i jego koloru. Bardzo mile widziana opcja, szczególnie dla tych, którzy lubią utożsamiać się z bohaterem i nacieszyć oko jego wyglądem. Uwieńczeniem bitewnego zgiełku jest atak wręcz, pomarańczowym ostrzem ukrytym w ręce efektownie kończący żywot niejednego typka który stanął mi na drodze.

Jeden na wszystkich

Skoro już o bohaterze(rce) mowa, to ma on(a) za zadanie zebrać jak największą między galaktyczną flotę, przy okazji zawierając sojusze ze skłóconymi rasami. Przekłada się to na wiele misji mających na celu interesy np. Salarian czy Krogan. Wielokrotnie dochodzi do dwuznacznych sytuacji, w których dużą rolę odgrywa moralność. Podjęte decyzje w znaczący sposób wpłyną na zawarte w przyszłości sojusze, tak więc trzeba się liczyć z ich konsekwencjami. W ostatecznym rozrachunku zadecydują, u boku kogo stoczymy tę ostateczną bitwę. Komandor Shepard może być rozwijany(a), a dokładnie jego(jej) umiejętności, wykupywane za zdobyte punkty. Ponadto do dyspozycji ma cały statek i może rozmawiać z większością załogi, która się na nim znajduje. Jest pięć „części”, każda z osobnym przeznaczeniem. Wygodną rzeczą jest wybór misji, którego to można dokonać na mapie galaktyki. Wszystko podane dość przejrzyście i dosadnie, mam na myśli inwazje i to jak wspomniana mapa zaczyna się coraz bardziej zapełniać przez Żniwiarzy. Często składamy wizyty w Cytadeli, pełniącej funkcję bazy głównej i sprzymierzającej rasy, reprezentowane przez swoich wyznaczonych przedstawicieli. Shepard może porozmawiać z każdym z nich a nawet wejść w interakcję z przypadkowo napotkanymi osobnikami (czytaj: stworami tam przebywającymi). Całość tworzy dość wiarygodną rzeczywistość i widać, że obiekt żyje własnym życiem.

This is madness

Największe kontrowersje wywołało zakończenie sagi, toteż chciałbym wyrazić swoje zdanie na ten temat. Uważam, że wszystko zostało zrobione porządnie. Nie chcę spojlerować (choć większość z Was już pewnie dawno zaliczyła tę pozycję), ale uwieńczenie fabuły jak najbardziej mnie satysfakcjonuje. Gracze i inni ludzie także, są przyzwyczajeni, że mają wszystko na tacy, jasno i klarownie. Życie to nie jest bajka, a pisanie petycji, że „nie podoba mi się koncepcja zakończenia twórcy” jest po prostu śmiechu warta. Jeszcze lepsze jest to, że wydano drugie zakończenie ! No komedia. Szczególnie biorąc pod uwagę słowa wypowiadane na końcu przez katalizator. Może niewiele osób na to zwróciło lub przywiązało do tego, szczególną wagę, ja jednak owszem. Wyraził pogląd i spostrzeżenia na temat charakteru ludzi i innych zbiorowości, które posiadły zaawansowaną technologie. Wg niego, wojna zawsze będzie między tego typu mieszkańcami kosmosu, należy więc się ich pozbyć i doprowadzić do poziomu epoki kamienia łupanego. Czyż nie jest tu ukryte ziarnko prawdy? Ludzie od lat toczą ze sobą wojny, tyle że z drugiej strony ich unicestwienie na niewiele się zda. Zawsze będzie ból i cierpienie, nieważne czy dziś, czy za 100 lat. Ludzie nigdy nie nauczą się rozumu.

Prepare for Glory

Pomimo nielicznych błędów i kontrowersyjnego zakończenia, Mass Effect 3 jest godne polecenia, ba, może (mogło) nawet godnie startować do gry roku. Moim (jakże również kontrowersyjnym) zdaniem jest to porządna produkcja, która zachęca do swojego zaliczenia drugi raz. Piękny kosmos, epickie walki, polane wciągającą i angażującą fabułą, potrafią wciągnąć na wiele lat świetlnych ;)

Karol Malec

Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>