Deus Ex Human Revolution

Deus Ex Human Revolution
Rok premiery: 2011
Platforma: Xbox 360

Jakoś nie przepadam za wstępami. Zawsze brak mi pomysłu, jak zacząć. Wiem, że niby od początku. A no rzeczywiście ! Więc rozpocznę swoje sprawozdanie (recenzję) od tego, iż najnowszy Deus Ex jest produkcją Eidos Montreal, reprezentując gatunek RPG. Już od dawna miałem chrapkę na tę pozycję, ale nie wiedziałem kiedy dokładnie wyłożyć na nią trochę grosza. Powstała jednak sytuacja, zmusiła mnie do rezygnacji z AC III, na rzecz czegoś tańszego. Odwiedziłem ulubiony sklep, kupiłem no i jest. Czy żałuje  Ameryki z assassinami i skrytobójczych morderstw? Ani trochę ! Obrałem wręcz przeciwną koncepcję, urządzając sobie podróż w niedaleką przyszłość.

Non Omnis Moriar

Już sama nazwa gry wiele wskazuje i pozwala snuć wnikliwe domysły. Skrót Deus Ex, jak się można domyślić, pochodzi od wyrażenia „Deus Artifex”, co z łacińskiego oznacza „Bóg Artysta”. Jak to ma się do fabuły? Znacząco i to nawet w bardzo dużym stopniu. Jest rok 2027. Ludzie w swym geniuszu potrafią wszczepiać sobie mechaniczne protezy kończyn, jak i inne ulepszenia ciała. Światowe korporacje biotechniczne walczą między sobą o jak największe wpływy. Normalką są szpiedzy, hackerstwo i infiltracja konkurentów. Firma Sarif Industries powołuje na szefa ochrony niejakiego Adama Jensena. Niedługo po tym wydarzeniu ma miejsce atak na placówkę przez zamaskowanych najemników, którzy czynią istną rzeź. Naszemu nowemu ochroniarzowi, cudem udaje się ujść z życiem. Popada w śpiączkę a jedynym ratunkiem są najnowszej technologii wszczepy dla całego ciała. Bez zgody pacjenta zostaje podjęta decyzja, która ostatecznie ratuje mu życie i tak znowu wracamy do służby. Zaczyna się rozgrywka właściwa, fabuła, historia, nowe życie – niestety niezbyt kolorowe. Od początku zaczynają się intrygi, trudne wybory. Opowiadana nam jest relacja, gdzie humor ustępuje powadze, a chłopcy są oddzielani od mężczyzn.

Dzięki wspomnianym wszczepom, stajemy się wręcz herosem, który posiada możliwości znacznie przewyższające normalnych ludzi. Podczas operacji nie wszystkie ulepszenia zostały aktywowane, tak więc każdy rozwija się według własnych preferencji. Jest w czym wybierać bo do dyspozycji oddano całe ciało. Zaczynając od głowy, dostępne jest widzenie wrogów przez ściany, hakowanie komputerów, kamer, drzwi. Idąc w dół – odporność na granaty (dymne, elektromagnetyczne), silniejsze ręce dające możliwość podnoszenia cięższych przedmiotów. Następnie skakanie z dowolnej wysokości, szybszy bieg. Również szpiedzy znajdą coś dla siebie a mam na myśli niewidzialność lub bezgłośne skradanie. Są to tylko nieliczne przykłady, bo opcji jest naprawdę wiele. W dzisiejszych czasach, a tym bardziej w przyszłości, nic za darmo. Wszystkie bajery odblokowujemy dzięki punktom praxis, te zaś zdobywamy za punkty doświadczenia lub kupujemy w dostępnych placówkach LIMB (otwartych całodobowo, ble ble ble…).

Carpe Diem

Wszelkie miejscówki, tudzież krajobrazy, prezentują się bardzo dobrze, żeby nie powiedzieć znakomicie. Kolorystykę utrzymano w odcieniach czerni i żółci. Moje pierwsze skojarzenie z tymi barwami to pszczółka Maja. Nie wiem dlaczego, bo biorąc pod uwagę tonacje, jest smutno i przygnębiająco a nie wesoło i kolorowo. Nie mniej jednak, jest to trafiona kompozycja, oddająca klimat i nastrój społeczeństwa. Na ulicach jest trochę ludzi, ale o tłumach nie ma mowy. Każdy z napotkanych przechodniów ma jednak coś do powiedzenia, kawałek własnych poglądów, spostrzeżeń. Widać również wyraźny podział na warstwy społeczne, biedę i bogactwo, bardzo duży kontrast między tymi dwoma światami. To duży plus w budowaniu wiarygodnej rzeczywistości i wciągającej historii. Ich opinie nie są jednak miłe i mają na celu głównie oskarżanie ludzi z „ulepszeniami”. Miasto(a) pokryte jest smogiem, co oczywiście służy maskowaniu niedoróbek technicznych i jest zwykłą barierą, którą stawiają twórcom same konsole i ich troszkę już zacofane procesory, pamięć RAM itp. Nie psuje to odbioru gry, bo najprawdopodobniej w przyszłości sami będziemy żyli w stałej „mgle”. Wszystko jest stonowane, brakuje żywych kolorów. Jest to jak najbardziej zaleta, gdyż jak już wspomniałem, powoduje o wiele lepszą „wczuwe” w wirtualną rzeczywistość. Detale stoją na wysokim poziomie, wszystko jest dopracowane i dopięte na ostatni guzik. Najlepsze jednak zostawiłem na koniec. Jako, że mam słabość do wielkich miast, urzekały mnie  ich widoki na każdym kroku. Okazji nie było bardzo wiele, bo w większości mogłem sobie popatrzeć jadąc windą. Jeden moment…jeden moment, który zapamiętam na wiele lat, może do końca swych dni to Chiny. Szczena tak opada, że nie ma co zbierać z podłogi . Gałki oczne wypadają z orbit i następuje głucha cisza. Nie ma co ,ten widok naprawdę zapiera dech w piersiach. Chiny składające się z dwóch poziomów (miasto na mieście) ! Nie da się tego opisać. Mają też swą ciemną stronę, bo słyną z przeludnienia. Współczucie budzą domy wielkości łóżek dwupiętrowych. Domy, które składają się z materaca i małej półeczki. Widok przykry, ale prawdziwy.

Teren gry stwarza pozory bardzo ograniczonego, w rzeczywistości jest jednak zgoła odmiennie. Mamy pewne pole manewru, choć po części jesteśmy prowadzeni za rączkę. Dziwnie to brzmi, tak więc już tłumacze. Aby dostać się z punktu A do punktu B, trzeba pokonać korytarz, pomieszczenie i kolejny korytarz. Można iść bezpośrednio, ze spluwą i kłaść jawnie przeciwników do piachu lub ruszyć trochę głową i znaleźć mniej agresywne rozwiązanie. W pomieszczeniach uważni gracze znajdą szyby wentylacyjne, które to zaprowadzą do zablokowanych miejscówek lub pozwolą przejść niezauważenie koło patrolu wrogów. Uniknąć rozlewu krwi można także, dzięki skradaniu się przed wrogami, za zasłonami.

Tu ważny element rozgrywki. Kłania nam się widok FPP, który w momencie chowania zamieniany jest w TPP. Gdy pierwszy raz odpaliłem tę produkcję i zobaczyłem FPP, pierwsze skojarzenia od razu powędrowały do Call of Duty. Chciałem być chojrakiem i bez większego namysłu rzuciłem się na dwóch pierwszych napotkanych wrogów. Szybko sprowadzili mnie na ziemie. Na łatwym poziomie trudności, za ledwo pierwsi przeciwnicy, a ja umieram 4 raz – WTF?! To nie jest zwykły shooter, w którym siejemy ołowiem na prawo i lewo. Tu każdy krok musi być przemyślany, każdy ruch i strzał, a błąd kończy się wykryciem i zmniejszeniem szans na atak z zaskoczenia. Chowanie jest całkiem intuicyjne i łatwe w obsłudze, szybko wchodzi w krew. Osobiście jednak nie mogłem się przyzwyczaić do zmiany perspektywy. Łatwiej ogarniam rozgrywkę będąc cały czas tylko w pierwszej lub trzeciej osobie. Ale niechaj i będzie, można to ogarnąć. Sterowanie jest troszkę inne niż w większości strzelanin, tyle, że to rzecz gustu, jednym się podoba a drudzy nie mają wyjścia. Nie ma tu za dużo ołowiu, ogólnie jest bardzo skromnie z nabojami, toteż każdy strzał jest na wagę złota i najlepiej celować oczywiście po głowach. Należy wykazać się precyzją a nawet finezją w posługiwaniu pukawkami. Jest ich sporo do wyboru. Najczęściej korzystamy z karabinu bojowego lub maszynowego. Rzadziej z pistoletu, a praktycznie w ogóle (ja jeden raz) za snajperki, znalezionej gdzieś tam pod koniec gry. Zasoby w pewien sposób wymuszają skradankowy charakter rozgrywki, zmuszając też do infiltracji budynków i przeszukiwania znalezionych ciał.

Deus Artifex

Skoro o ciałach mowa, to są one tylko ludzkie. Na szczęście bardzo zróżnicowane. Stawimy czoła gównie zakutym łbom, w mniejszej lub większej mierze opancerzonym. Trafią się też awantury z robotami, które nie szczędzą na nas naboi. Te jednak szybko ostudzimy, rzucając granat EMP (tworzący źródło zakłóceń elektrycznych). Bardzo uzbrojonych kolesi trzeba zwyczajnie faszerować pociskami, aż dadzą sobie spokój i odejdą na wieczny spoczynek. Sprytniejsi (albo zdesperowani) zastosują atak wręcz – zajebiście efektowny i efektywny. Animacja jest bajeczna, a taniec śmierci Jensena urzekał mnie za każdym razem. Dwa ostrza wysuwające się z rąk i dziurawiące delikwentów najpierw w kolana, potem w brzuch, podrzynają  gardła lub zwyczajnie siekają, za każdym razem robiąc piorunujące wrażenie. Jeśli jednak ktoś ma w sobie więcej uczuć i litości, może zwyczajnie ogłuszyć przeciwników (ale uwaga: istnieje możliwość, że zostaną oni potem obudzeni przez kolegów). Adam niczym Hitaman potrafi zacierać po sobie ślady, przeciągając i ukrywając zwłoki, aby nie wszczynać niepotrzebnego alarmu. Trupy nie są jedynym utrudnieniem, bo w co drugim korytarzu jest zamontowana kamera, której najlepiej unikać jak ognia z wiadomych względów. Od razu ostrzegam, że jej zlikwidowanie nic nie pomoże a jedynie utrudni wykonywanie misji. Najlepiej jest ją ominąć lub wyłączyć poprzez włamanie do komputera. Tu kłaniają się umiejętności hackerskie. Należy w określonym czasie przejąć panowanie nas siecią a poziom trudności wyświetlany jest w skali od jednego do pięciu. Nie raz trzeba się śpieszyć, bo świat gry nie staje wtedy w miejscu, a cały czas żyje, w każdej chwili może pojawić się strażnik i zacząć do nas strzelać. Włamywanie się do systemu ułatwia wiele rzeczy i staje się bardzo przydatne, chociażby po to aby otworzyć sejf z ekwipunkiem. Wisienką na torcie są walki z bossami. Tych jest trzech, dwóch chłopów, jedna baba. Ale tak na poważnie – na pewno nie jest łatwo i pierwsze skrzypce gra spryt aniżeli siła. Początkowego pokonałem dzięki dobremu korzystaniu z osłon, typek nie mógł do mnie podejść a ja ładowałem w niego naboje. Druga była bardzo ciężka, ale z pomocą przyszedł mi błąd gry. Zwyczajnie się dziewczyna zawiesiła, stała w miejscu i nie mogła drgnąć, podczas gdy ja (anty) dżentelmen, ładowałem jej serie w łeb. Trzeciego pokonałem uczciwie, ostrzeliwując go wszystkim co miałem, a kończąc efektywnym celnięciem w głowę z rewolwera. To tak pokrótce moje sprawozdanie z pojedynków. Misje opierają się na dojściu do danego celu, zmienia się tylko wymówka aby owy cel osiągnąć. Najczęściej chodzi o znalezienie i rozmowę z ważną osobistością.

Wbrew pozorom, opowiadana historia nie sprowadza się tylko do bezmyślnego zabijania lub omijania wrogów. Jak widać mamy możliwość wyboru drogi mordowania lub cichej infiltracji, jak i podejmowanie decyzji na płaszczyźnie fabularnej i wiążących się z nią wydarzeń. Jak na RPG-a przystało, w każdej rozmowie ukazujemy swoją osobowość i kształtujemy swoją opinię. Nasze decyzje znacznie wpływają na losy i stosunki między ludzkie. Unikam spojlerowania,  dlatego też powiem tylko, że są to nie byle jakie a poważne wybory. W każdym tego słowa znaczeniu. Jensena możemy kształtować na bez uczuciowego i szorstkiego twardziela albo na wrażliwego i nieobojętnego na cudze krzywdy…też twardziela. A ten jego głosik, idealnie wkomponowuje się w klimat. Całość została zlokalizowana kinowo, dlatego też słychać oryginalną angielszczyznę wpasowana w grę.

Exegi Monumentum

Czy opłaca się inwestować w tę produkcję? Chyba nie muszę mówić tak oczywistej rzeczy.  Wino im starsze, tym lepsze. Z grami wideo jest niestety na odwrót i czas bardzo szybko powoduje, że popadają w zapomnienie, nie nadążając za postępem technologicznym. Mam jednak szczerą nadzieję, że nie stanie się tak w przypadku Deus Ex-a, bo to porządny tytuł, z dojrzałą fabułą, dopracowana rozgrywką i wiarygodnym światem. Szczególny nacisk kładę na historie tu opowiedzianą, bo potrafi odcisną swoje piętno na psychice gracza. Dodatkowo podejmuje temat ponadczasowy. Nie brakuje też momentów gdy pojawia się pot na dłoniach lub gęsia skórka (zakończenie). To jak najbardziej dobry znak. Jeśli ktoś jeszcze nie zaliczył Buntu Ludzkości to niech nadrobi zaległości, ja zaś pójdę bić się w piersi, że uczyniłem to tak późno.

Karol Malec

Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>