The Darkness II

The Darkness II

Rok premiery: 2012
Platforma: Xbox 360

                Oddać swoją duszę szatanowi w zamian za dostatnie życie ziemskie? Czy opłaca się poświęcić w imię chwilowych rozkoszy, aby choć na chwilę zapomnieć o Bożym świecie ? Jackie nie miał wyboru. Już gdy był dzieckiem wyczuwał, że coś z nim nie tak. Był inny, wyjątkowy. Miał w sobie Ciemność (Darkness). Ciemność, która drzemała w duszach jego przodków od pokoleń. Teraz przyszedł czas na niego.

„You Are Alone, Jackie!”

Wysiadam z limuzyny. Drzwi ekskluzywnej restauracji otwiera mi Vinnie. Uprzejmie pytam, co słychać u jego rodziny. Prowadzi mnie między stołami przy których świetnie bawią się goście. W tle przygrywa spokojna muzyczka. Bez większych incydentów siadam za przygotowanym dla mnie stołem. Naprzeciw mnie są dwie ponętne bliźniaczki, które pytają, czy skądś je kojarzę. Nagle jedna z nich dostaje kulkę w tył głowy i pada martwa na talerz. Przez okno i ścianę wjeżdża samochód i zaczyna się tzw. ostra jazda bez trzymanki. Nasz główny bohater nazywa się Jackie Estacado i jest szefem mafii. Vinnie to jego współpracownik. On też pomaga mu wydostać się z piekła, jakie miało miejsce w restauracji. W trakcie tegoż także wydarzenia, bliski śmierci Estacado, słysząc głos ciemności postanawia użyć swoich ukrytych sił. Tak rozpoczyna się długa i wyjątkowo krwawa droga naszego protagonisty. A wspomnieć należy, że porachunki mafii to najmniejszy problem. W historii zostały umieszczone wspomnienia z dawnej i nieszczęśliwej miłości do niejakiej Jenny. Opowieść chwyta za serce i najzwyczajniej w świecie graczowi może być szkoda losu, jaki spotkał tę parę zakochanych. Jak widomo, nadprzyrodzone zdolności są dość smakowitym kąskiem, na którego nie brakuje chętnych. Mowa tu o czymś w rodzaju sekty, która za wszelką cenę chce zatruć nam życie i na każdym kroku dąży do pozyskania „Ciemności”. A to jeszcze nie wszystko! Dodano kilka przerywników z rozmyślaniami i refleksjami naszego bohatera. Z łatwością można znaleźć więcej smaczków, a przy niektórych, na usta nasuwa się pytanie: WTF?!, co ja tu robię/widzę ?! Naturalnie, są to reakcje pozytywne i miło zaskakują, a cała fabuła poprowadzona jest w dość klarowny sposób, tak więc ciężko się zgubić w poszczególnych wątkach. Chłopaki z Digital Extremes mają pewne doświadczenie w opowiadaniu niezwykłych historii, bo pracowali chociażby przy BioShocku 2. Na tym jednak nie kończy się wysoki poziom tej produkcji, a raczej zaczyna. Bo w tym przypadku miłość idzie w parze z okrucieństwem, brutalnością i przelewaniem dużej ilości krwi.

„Use my power or die !”

                 W czasie incydentu w restauracji, Estacado postanawia skorzystać z dobrodziejstw uśpionej w nim mocy. Zgadza się aby pokazała, na co ją stać. Walczymy w perspektywie pierwszej osoby, praktycznie wszystkie wydarzenia widząc oczami bohatera. Oprócz dwóch rąk w których dzierżymy spluwy, mamy dwie macki, zakończone głowami potworów. To one odgrywają najważniejszą rolę i dają najwięcej frajdy. Jedna z nich potrafi łapać delikwentów i skutecznie ich obezwładniać, podczas gdy druga sieka wszystko w swoim zasięgu na lewo i prawo. Apogeum osiągają dzięki współpracy, czyli po prostu, gdy wykonują egzekucję. W czasie rozgrywki zbieramy coś w rodzaju kryształów zwanych „Essence”, które to pozwalają nam rozwijać umiejętności, głównie przydatne w walce. Nie jest o nie trudno, bo wpływają za każdego zabitego wroga, zmienia się tylko ich ilość w zależności efektywności i efektowności niszczenia przeciwników. Aby nie być gołosłownym, już biegnę z wyjaśnieniem, o co chodzi z systemem egzekucji. Gdy prawa macka uderzy wroga, temu zapala się na klatce piersiowej lampka, sygnalizująca:” hey, możesz mnie złapać i obezwładnić !”. Wtedy do akcji wchodzi lewa i łapie delikwenta za nogi. Teraz wszystko pozostaje w rękach gracza, wyobraźni twórców i kupionych ulepszeń, bo po znacznym rozwoju, mamy do wyboru cztery rodzaje wykończenia typka. W zależności którą wybierzemy, zaowocuje ona uzupełnieniem np. amunicji, tudzież życia. Ale nie tylko to jest tu atrakcją. Wisienką na torcie są różnorodne animacje, ukazujące najbrutalniejsze zabójstwa jakie można sobie wyobrazić. Łapanie za nogi i rozrywanie na pół, rozczłonkowywanie, urywanie głowy, „płukanie żołądka” – macka przez jamę ustną wdziera się do brzucha, robi tam małą rewolucje i po wyjściu pacjent nie ma już nic do powiedzenia. Dosłownie. Macki potrafią także chwytać przedmioty i rzucać nimi. Patent z przybijaniem przeciwników został zaczerpnięty z BioShocka, tyle że tam rolę zaczepów pełniły harpuny, a tu są to kije od bilardu. Oczywiście w między czasie cały czas możemy pruć ołowiem z pistoletów. I tu kolejna miła niespodzianka, która spodoba się nie jednej osobie. Można dzierżyć dwie pukawki na raz i w tym samym czasie z nich strzelać. Może się wydawać, że to dość niewygodna opcja, ale przyciski kontrolera zostały dość dobrze dopasowane i po godzinie gry, już intuicyjnie sterujemy postacią. Zdrowie odnawia się samo, jednak nie jest to do końca prawdziwe stwierdzenie, bowiem z ubitych gości trzeba zjadać serca, przywracające pełnię wigoru.

Osobny akapit należy się bardzo specyficznej postaci, która towarzyszy nam przez prawie całą grę. Mowa o Darkling, czyli dziwnej kreaturze uwielbiającej zwrot „ello monkie”. Pierwszą dziwną rzeczą jest to, iż to stworzenie gada. Potem to już tylko robi się śmieszniej. Bo czy widział ktoś scenę, w której nasz kompan, dosłownie(!) olewa zwłoki przeciwników ciepłym moczem? Albo puszcza śmierdzące bąki? To nie wszystko, bo przydaje się on także w walce, skacząc na przeciwników i odwracając ich uwagę. Nie stroni też od zadawania im śmiertelnych ciosów, jak np. podcinanie gardła ostrymi pazurami. W ciągu całej kampanii będziemy mieli możliwość pokierowania nim dwa razy, ponieważ dzięki jego rozmiarom, można udać się do trudno dostępnych miejsc. Jak by nie spojrzeć, jego osoba działa rozbrajająco, nadając nutkę humoru poważnej atmosferze.

Tear and Mutilate”

Przeciwnicy są dość zróżnicowani. Przeważnie stawiamy czoła zwykłym śmiertelnikom, różniącym się trochę wyglądem. Większość uzbrojona jest w pistolety, tudzież karabiny, które możemy sobie potem przywłaszczyć. Schody zaczynają się, gdy już zaliczymy znaczną część fabuły. Żeby nie było za łatwo, wrogowie z sekty dostają coś na kształt batów, wyrywających nam broń z ręki. Inni są wyposażeni w tarcze, z którymi należy się dość długo i niełatwo zmagać. Jeszcze inni mają reflektor ze słupem światła, który obezwładnia nasze macki ciemności. Nadmienię, że wszystkie światła i lampy blokują nasze moce specjalne i jesteśmy zdani tylko na broń palną. A jeśli w takim momencie zaatakuje gość zabierający pistolety, to najlepiej uciekać gdzie pieprz rośnie. Stąd nasuwa się prosty wniosek, że na początku należy pozbawiać życia tych z lepszą bronią, którzy mogą nas w jakikolwiek sposób obezwładniać. Na całej reszcie można przeprowadzać swawolną rzeź, bo to idealne mięso armatnie. Wyrwany kręgosłup z czaszką przez odbyt zawsze pięknie się prezentuje. Trafia się też kilku bossów ale nie są bardzo wymagający. Wystarczy pomysł, taktyka i nie powinno być problemów.

Otoczenie zostało zaprojektowane liniowo, prawie w ogóle nie można sobie pozwolić na zwiedzanie czy chodzenie bocznymi ścieżkami. Jako że musimy unikać światła w każdej postaci, zwiedzamy obiekty zamknięte, fabryki, kluby. Starcia mają miejsce w korytarzach lub pomieszczeniach, ale nie ma mowy o taktyce, bo pole manewru ogranicza się do kilkunastu metrów kwadratowych, na których porozstawiane są osłony. Nie oszukujmy się – The Darkness II jest nastawione na ostrą jatkę a nie taktykę i planowanie. I mnie ta forma przypadła do gustu, bo czasem człowiek chce się zwyczajnie „wyładować”. Po co więc brać nóż i zabijać sąsiada? Lepiej włączyć grę wideo ;) . Czasem przyjdzie nam też walczyć pod gołym niebem, ale i tu teren nie jest zbyt otwarty, a jak nie trudno się domyślić, wydarzenia dzieją się w nocy. Grafika utrzymana jest w stylu komiksowym, co nadaje charakter całej produkcji i pasuje do jej brutalności oraz głębi zarazem. Elementy otoczenia wykonano z należytą troską. Fajerwerków i wodotrysków może nie ma, ale nie grafika się liczy, a przekaz jaki ma dać produkcja, tak więc nie będę się tu rozwodził. Poziom jest wysoki i bez większych zadławień mogę przełknąć dość małe pomieszczenia i liniowość. Muzyka także daje radę, a głos Ciemności w głowie Jackiego to prawdziwe arcydzieło. Niby proste syknięcia i kilka wyrazów na krzyż, a cieszą.

„It Deceives You”

Dochodząc do końca rozważań, myślę sobie, że to jedna z najlepszych produkcji w jakie grałem. Może nie najlepsza i posiadająca pewne wady, ale jednak wyjątkowa na swój sposób. Urzekła mnie rozgrywka i oczarowała historia miłości Jackiego i Jenny. Zaintrygowała moc Ciemności i usatysfakcjonowały egzekucje. Bez oporów wybiorę „New Game +” czyli nowa gra z rozwiniętą już postacią. Na pewno jest to produkcja dla dorosłych, bo znalazły się też wątki erotyczne. Na pewno ta gra powinna trafić w powołane ręce. I na pewno powinno się w nią zagrać. Digital Extremes odwalili kawał dobrej roboty. Mam nadzieje na część trzecią, a na razie po raz kolejny idę eksterminować dziesiątki przeciwników, chcących odebrać mi moc.

Ocena: 9/10

Karol Malec

Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>